Zosiu, dasz radę?
- TataNaGigancie
- 26 maj
- 1 minut(y) czytania
Odstawiłem wszystkich z Dąbrowy. Jadę teraz do Warszawy, żeby oddać busa. Zadzwoniłem do Ciebie, Zosiu, i zaprosiłem Cię na wypad w góry. Wiesz, co powiedziałaś? Że pojedziesz, że zgadzasz się, żebym po ciebie przyjechał w piątek, i że pojedziesz ze mną pochodzić po górach! Nie wymięknij tylko, proszę Cię!
s
Ryzyko jest ogromne
Już mnie wystawiałaś do wiatru ;-)
Już ze mną szłaś nawet do kina, ale jakoś tak… wymiękałaś. Boję się, że tym razem też wymiękniesz. Bo jest coś, co nie pozwala Ci ze mną spędzić czas. Nie wiem, co to jest, ale to coś Cię ogranicza. Czy to jest nienawiść do mnie, żal, obrzydzenie? Nie mam pojęcia. Zauważyłem jednak, że gdy jesteś wśród znajomych, inaczej ze mną rozmawiasz. Tak jakby rozmowa ze mną była częścią jakiegoś większego przedstawienia, jakiejś maski. Tak jakbyś udawała, że masz ze mną dobry kontakt. Potem przychodzi moment, w którym jesteś sama i bez maski. Ogromnie cieszy mnie każde Twoje dobre słowo, każdy pozytywny gest, każdy uśmiech, który słyszę w słuchawce telefonu, gdy rozmawiam z Tobą. Oszukuję się, że idzie ku lepszemu, że jest już coraz normalniej między nami. A potem znów strzał, znów odmowa, znów pokazujesz, że nie zasługuję na czas spędzony z Tobą. Nie wiem, czy pojedziesz, ale wiem, że tego właśnie potrzebujesz. Może Ty tego tak nie widzisz, może uważasz inaczej, ale czuję, że dokładnie tego teraz potrzebujesz - czasu spędzonego inaczej, czasu spędzonego ze mną. Proszę, nie wymięknij!
Kocham Cię!


